Mąż szaleje na koncercie metalowym, a ja mam dla odmiany ciszę i spokój
Zakończyłam dziś sezon wiosenny na balkonie i rozpoczęłam letni.Odwiedziłam pobliskie ogrodnictwo,myślałam że spędzę tam góra 15min bo przecież jechałam po pelargonie ale kwiatki to jest to co Wiola lubi najbardziej
i tak chodziłam,chodziłam ok. 40min. tylko przebierałam w tych doniczkach i tak się nazbierała niezła sumka, ale czasem należy mi się coś od życia.Kwiatki długo będą cieszyć moje oczka i przyjemnie z nimi obcować siedząc z kubkiem kawki.
ten kwiat to chyba Dalia
A tu fotka nieostra,ale wrzucenie jej tutaj to jedyny sposób żeby mama powiedziała mi jak się nazywa to cudeńko.To jak?
tu mój najszliczniejszy kwiatuszek
Nio ale żeby nie było, że tylko przyjemności to ogórki też się już kiszą hihihi
Podsumowując:dzień udany,grzebanie w ziemi sprawia mi ogromną frajdę
mąż pewnie wróci zachwycony łomotem ;p i wszyscy happy, a to najważniejsze



YaCQ
17 czerwca 2010 at 08:23
Jak grzebanie w ziemi sprawia Ci taką frajdę, to mąż musi wrócić grzeczniutki i po cichu wskoczyć do wyrka, bo… strach się bać
Wiola
17 czerwca 2010 at 18:36
hehehe, ja w ziemi lubię się zajmować miłymi rzeczami np sadzenie,przesadzanie kwiatuszków
to ma być relaks