Weekend spędziliśmy na Hali Miziowej (1330 m.n.p.m.,a więc piękne widoki,tony śniegu i przygoda
)
W drogę wyruszyliśmy dosyć późno, ale czas mieliśmy dobry jak na to co przeżyliśmy z naszym psiakiem.
W wielkim skrócie – większą częśc trasy szliśmy nartostradą, która wyglądała jak rura lodowa.
Pierwszy incydent miał miejsce na trasie narciarskiej nr 5,która ze względu na złe warunki narciarskie była zamknięta, ale tylko teoretycznie bo było wielu „odważnych” którym Dyziek starał się dobrać do tyłków, więc w pewnym momencie wykonał cios fatality i położył swego pana na łopatki, a ten wykonywał coś a’la żółwie na skorópce w kreskówkach
Ja miałam ubaw ale ten mój biedny, poturbowany mąż w dalszą trase udał się cały mokry i poobijany,to dopiero było poświęcenie i wola walki
Drugi incydent miał miejsce na otwartej już trasie narciarskiej,gdzie Dyzio z nerwów lub też ze strachu przed jeżdźącymi obok nas narciarzami wylazł z szelek zaczął gonić narciarzy.Hmm dla obrserwujących to z boku sytuacjao śmieszna, ale ja miałam już wizję, że wszytsko skończy się tragicznie,ktoś lub Dyzio będzie poszkodowany,albo, że Dyzio ucieknie w las, na szczęście wszystko skończyło się dobrze i psiak skusił się na moje „Dyzio, masz!” ehh
Reszta trasy już bez przygód
Zawsze kiedy już idę zmęczona na szlaku wiem,że warto iść dalej, bo widoki ze szczytów wynagradzają wszystko, tak samo było tym razem.Z Hali Miziowej panorama cud malina, przede wszystkim Babia Góra która akurat była pięknie oświetona i taki też mieliśmy widok z okna.Wieczorem spacer po Hali, pięknie,ciepło,cisza,spokój tylko my w 3
Próbowaliśmy zjazd z górki ”na pingwina” tzn Adi na brzuchu ale niestety, nie wiedzieć czemu plan zawiódł, a wydawał się taki idealny hihi
Schronisko na Hali Miziowej (1330 m.n.p.m.)
W nd w planach było wejście na Pilsko, ale niestety natura wzięła górę,wiał taki halny, że przy porannym spacerku Dyziowi bobeczki uciekały spod dupki i nie było mowy, żeby wdrapać się tam z psem.O poranku zaszczycił nas swoją obecnością Michał, który chciał razem z nami wejść na Pilsko, ale niestety zawiedliśmy go swoją rezygnajcą i decyzją o powrocie, mam nadzieję że jeszcze zdobędziemy szczyt razem, a ten incydent nam wybaczy
ja i halny
Mistrz 1-go planu
Droga powrotna była naprawde extra,podobało mi się niesamowicie,wiał tak mocny wiatr,że ledwo umiałam utrzymać się w pionie.W takich warunkach jeszcze nie schodziłam, drzewa łamały się jak zapałki i tylko straszny szum wiatru i kotłujący się śnieg z każdej strony.Czaad wtedy człowiek czuje,że jest w górach!Wyprawa zaliczana jako kolejna z bardzo udanych!
My



